1.07-12.07 (Disneyland, Paryż i Lloret de Mar)
18.07-2.08 (Karwia)
2.08-14.08 (Sobieszewo)
22.08-27.08 (Zakopane)
Na początku lipca pojechałam z przyjaciółką na obóz młodzieżowy z biura podróży Fun Club. Bardzo polecam to biuro podróży i wycieczkę, ale źle wspominam podróż do Hiszpanii oraz drogę powrotną, ale powrotna była lepsza o tyle, że nie jeździliśmy po całej Polsce po wszystkich tylko do miast, które są po trasie Łódź - Warszawa. Mimo to podróż była strasznie męcząca. Około 32 godzin. Jeszcze nie podobało mi się to, że po takiej długiej trasie mieliśmy w Paryżu tylko około 30 minut na ogarnięcie się, przebranie, umalowanie czy obmycie się trochę na stacji, a stamtąd od razu do Disneylandu zamiast pojechać do hotelu ogarnąć się tam i dopiero wyruszyć, bo i tak czekaliśmy godzinę zanim otworzą kasy do Disneylandu. Tam potrzeba kilka godzin, aby zwiedzić wszystko. Mi się nie udało wszystkiego, bo były wielkie kolejki, ale to co chciałam to zobaczyłam. Karuzele, labirynty i dużo innych ciekawych atrakcji. Jak ktoś jeszcze tam nie był to polecam. W końcu marzenie z dzieciństwa się spełniło, lepiej późno niż wcale. Również w tym było zwiedzanie Paryża. (Wieża Eiffla, pola elizejskie, Łuk Triumfalny, Kościół Notre - Dame) A z Paryża wyruszaliśmy prosto do Hiszpanii. Kolejne 12 godzin w autokarze. Jednak wolę latać samolotami. Za to tam było mało zwiedzania, bardziej postawione było na zabawy, plażowanie oraz wypad na miasto. Niestety do Tropicsa nie mogłam wejść, bo wtedy nie miałam ukończonych jeszcze 16 lat. Tak to jest jak ma się urodziny ostatniego dnia wakacji. Najlepiej wspominam spotkania i warsztaty z Maciejem Musiałem oraz Rezigiuszem. Tak oto spędziłam pierwsze 2 tygodnie wakacji. Następne spędziłam z babcią oraz mamą. Byłabym bardziej zadowolona gdyby pogoda była ładniejsza, bo w tym roku nam nie dopisała. 1 tydzień można było znieść, a drugi już nie, bo ciągle lało i lało... Nawet z domu nie można było wyjść. Gdy tylko dojechałam do Sobieszewa do Zuzi i jej rodziców oraz znajomych pogoda nie dawała spokoju, bo 30 parę stopni. Była męczarnia. Tak jak dawałyśmy radę to leniuchowałyśmy. Na kilka dni w drugim tygodniu przyjechał do nas jej chłopak. Następnie spędziłam trochę czasu w Łodzi ze znajomymi, ale nie za długo, bo oczywiście za kilka dni jechałam dalej do Zakopanego tylko tym razem z większym gronem, bo z rodzicami, dziadkami od strony taty i z ciocią oraz wujkiem. Z tego powodu, że ciocia jest w ciąży to wybieraliśmy łatwe trasy, a jak ktoś chciał bardziej się zmęczyć to wybieraliśmy jeszcze jedną trasę dla wytrwalszych. Tak jak zawsze wybrałam się do Morskiego Oka, Doliny Kościeliskiej i Strążyskiej i na Jelenią Górą. I w taki sposób szybko mi minęły wakacje. Gdy wróciłam kilka dni przed rozpoczęciem roku zaczęłam się powoli szykować do nowej szkoły (XXXIII LO) i spędziłam urodziny z moimi przyjaciółkami, a koniec wakacji i część moich urodzin spędziłam w Cabarecie na imprezie z okazji końca wakacji. A teraz kilka foteczek. Zapraszam do oglądania!































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz